Rzym 1944

Na wiosnę roku 1944, mieszkańcy stolicy Włoch znajdowali się u kresu sił. Łapanki, brak żywności i odcięcie Rzymu od reszty kraju spowodowały, że miasto znajdowało się w sytuacji bardzo podobnej do oblężonych średniowiecznych twierdz. Wielkoduszna próba polegająca na ogłoszeniu Rzymu “miastem otwartym”, a zatem wyłączonym z możliwości militarnego wykorzystywania go – skończyła się żałosnym fiaskiem.

Staje się jasne, że alianci pragną by starcie końcowe z Niemcami odbyło się właśnie w Rzymie. Zdobycie Wiecznego Miasta stało się dla Angloamerykanów celem ważniejszym od jakiegokolwiek innego.

Głównodowodzący sił alianckich zdają sobie sprawę z tego, że 6 czerwca zostanie otwarty drugi front w Normandii. W tej sytuacji, zaangażowanie we Włoszech jak największej ilości wojsk niemieckich – jak również zelektryzowanie własnych wojsk zdobyciem Wiecznego Miasta – staje się dla nich absolutną koniecznością.

W nocy z 11 na 12 maja 1944 roku rozpoczyna się bitwa o Rzym.

O godzinie 23, przed wschodem księżyca – pod opactwem na Monte Cassino – w sektorze XIII korpusu wojsk brytyjskich otwiera ogień 650 dział. Następnie rusza do boju Piąta Armia amerykańska. Ogromne siły wojskowe walczą ze sobą o każdą piędź ziemi.

W oddali, z rzymskich dzielnic Eur i Appio wyraźnie słychać pojedyncze wystrzały dział i bombardowania lotnicze.

Podczas II wojny światowej Papież Pius XII sugerował przeniesienie ukochanego obrazu rzymian Mater Divini Amoris (Matki Bożej Miłości) w bezpieczniejsze miejsce, po tym jak 8 września 1943 r. sanktuarium w Castel di Leva zostało omyłkowo wzięte za warownię i ostrzelane. Dlatego też po wylądowaniu 22 stycznia 1944 r. aliantów w Anzio, już dwa dni później obraz przetransportowano do Rzymu.

Jeden ze świadków tak wspomina to zdarzenie: „Kiedy Madonna dotarła do Rzymu, stałem wtedy przy Coloseum i wraz z kilkoma znajomymi dołączyłem do wielkiej procesji. Był ogromny, niepoliczalny tłum. Wielu było młodych. Cały Rzym polegał wtedy tylko na pomocy Dziewicy”.

Zbliżał się dzień Zesłania Ducha Świętego, doroczne święto patronalne Matki Bożej Miłości. Jaka inna okoliczność mogłaby być stosowniejsza, by uroczyście przed Nią rozpocząć modlitwy o ocalenie Rzymu? 28 maja wraz ze świętem Zesłania Ducha Świętego zaczęła się jednocześnie oktawa modlitw o ratunek dla Rzymu. Rzymianie natychmiast podchwycili i przyjęli zaproszenie Piusa XII do modlitwy. Jak zanotowano: „Napływ ludzi do kościoła jest tak wielki, że codziennie udziela się ponad 15 000 Komunii”.

4 czerwca, tego samego dnia, w którym kończyła się oktawa modlitw przed obrazem Matki Bożej Miłości, decydował się los miasta Rzym, które całe było zaminowane przez Niemców. Brytyjskie czołgi wczesnym popołudniem ustawiły się, by huraganowym ogniem zaatakować centrum miasta. Nie było wątpliwości, że będzie się toczył ciężki bój o każdy dom i każdą ulicę. Niemcy są zdeterminowani i zdecydowani na utrzymanie silnego oporu; kontrolują miasto po wcześniejszym zaminowaniu mostów na Tybrze – w przypadku konieczności odwrotu.
Dowodzący wojskami aliantów gen. Harold George Alexander wydał rozkaz, by dwa tysiące jego czołgów wyparło wroga, nawet za cenę zniszczenia miasta. Rzymianie byli ogarnięci lękiem, pamiętając straszliwe bombardowanie dzielnicy San Lorenzo w lipcu 1943 r.

O godz. 18.00 w wypełnionym po brzegi kościele Jezuitów, na okolicznych placach i uliczkach w odpowiedzi na apel Papieża Piusa XII zostaje złożone ślubowanie przed Przenajświętszą Matką Bożej Miłości, mające wybłagać Wiecznemu Miastu łaskę ocalenia. W zamian za to, wierni obiecują odnowę, tak życia moralnego jak i sanktuarium, oraz realizację dzieł charytatywnych w Castel di Leva. Znakiem zewnętrznym ślubu jest przyrzeczenie wybudowania nowej świątyni dla jeszcze większej czci Maryi.

Dokładnie w tym samym czasie, gdy tysiące ludzi trwa na kolanach przed Maryją, dowództwo Wehrmachtu wydaje komendę do bezzwłocznego opuszczenia miasta. Niemcy wycofują się po cichu, nie detonując podłożonych ładunków. Po godz. 20.00, bez jednego nawet wystrzału, alianci wkraczają do Rzymu.

Miłosierna Madonna dokonała niewyobrażalnego cudu, Rzym został uratowany. Pamiątka tej niezwykłej interwencji z nieba, ewidentnego wkroczenia samego Boga w naszą historię znajduje się do dziś w kościele św. Ignacego Loyoli – mozaika Matki Bożej Miłości po prawej stronie od wejścia do kościoła, w drugiej kaplicy św. Józefa. Podpis: „Matko Boża Miłości, módl się za nami”, przypomina o wołaniu rzymian, o tamtych dniach paraliżującego lęku i przerażenia. Do dziś można spotkać tam starszych rzymian, którzy zatrzymują się w tym miejscu na chwilę modlitwy.

5 czerwca dziesiątki tysięcy rzymian przez cały dzień w spontanicznym odruchu wdzięczności instynktownie przybywały na plac świętego Piotra, by podziękować Bogu za cud. Wszyscy byli przekonani, że przez to sprowadzenie obrazu Matki Bożej Miłości do Rzymu i zawierzenie Jej Wiecznego Miasta ocaliło Rzym od apokaliptycznej katastrofy.

Przez wiele następnych tygodni rzymianie tłumnie oblegali kościół i nie wypuszczali świętego wizerunku. Każdy pragnął z dziękczynieniem paść przed Wybawicielką Rzymu na kolana. Dopiero 12 września 1944 r. Madonna Divino Amore uroczyście wraca na swoje odwieczne miejsce do sanktuarium w Castel di Leva. Na całej dwudziestokilometrowej trasie jest uroczyście i honorowo eskortowana, pozdrawiana przez nieprzebrane rzesze. Cała ta droga Maryi z Jej sanktuarium do Rzymu została później nazwana „Drogą Wybawicielki Rzymu” i oznaczona przydrożnymi kapliczkami, obrazami na domach i płotach, często z plakietkami przypominającymi ten wielki cud.

Nagłe i niepojęte wycofanie się Niemców z Rzymu wprawiło w osłupienie całe alianckie dowództwo. Winston Churchill w swych pamiętnikach „Od Teheranu po Rzym” zanotował, iż zdobycie miasta odbyło się w sposób zupełnie przez nas nieprzewidziany”.

Jeden ze świadków tego czasu wspominał: „Pamiętam dobrze strach tamtych godzin, pełnych napięcia i niepokoju. Wydawało się, że bitwa o Rzym rozpocznie się lada chwila. Kazano nam założyć najlepsze buty i wytrzymałe na zniszczenie ubrania, gdyż będziemy musieli uciekać. Tymczasem – wbrew wszystkim przewidywaniom – ani kropla krwi nie została przelana. Dzięki Panu Bogu i Maryi nic takiego się nie stało. Przenajświętsza Matka mocą Boga oświeciła umysły i dotknęła serc walczących”.

Rodzą się pytania: kto kazał prącym tak sprawnie na Rzym siłom alianckim nagle zatrzymać się przed miastem? Kto wstrzymał niemiecką rękę, która jednym przyciskiem mogła zdetonować ładunki, które zrównałyby z ziemią najważniejsze zabytkowe obiekty miasta? Kto wreszcie kazał Niemcom nagle wycofać się z tak szczegółowo zaplanowanego planu?

Opracowano na podstawie: www.santuariodivinoamore.it/voto.html, ram.neon24.pl/post/139605,4-vi-194…, artykułu z Nasz Dziennik 02.06.2020