Cud nad Wisłą czyli Bitwa Warszawska 1920

W 1917 roku po rewolucji październikowej w Rosji przejęli władzę ludzie wyznający szatańską ideologię komunizmu, opartą na kłamstwie, nienawiści i zbrodni, stwarzając jedną z najbardziej zbrodniczych dyktatur.

Co do Polski i Europy mieli oni plany aby utworzyły europejską federację komunistyczną – Związek Proletariackich Republik Europy poprzez wywołanie światowej rewolucji. W styczniu 1919 r. rozpoczął się wyzwolicielski marsz na Zachód, niosąc ze sobą grabieże, bezsensowne dewastacje, gwałty i śmierć. Żołnierze Armii Czerwonej dopuszczali się czynów, których okrucieństwo nie mieści się w głowie, przekracza bowiem wszelkie normy etyczne, i jest czymś całkowicie niepojętym dla ludzi ukształtowanych przez cywilizację chrześcijańską.

Bolszewicy zajmują Wilno, Mińsk, konsekwentnie posuwając się w kierunku centrum Polski. Armia marszałka Piłsudskiego stawia opór, ale latem 1920 r. los Polski – a co za tym idzie Europy – właściwie był już przesądzony – Armia Czerwona ma bezwzględną kilkukrotną przewagę liczebną. Mordując, gwałcąc i paląc zwycięska armia spod znaku czerwonej gwiazdy (pentagramu, symbolu Lucyfera) prze w kierunku Warszawy. Zdobycie stolicy to pierwszy krok do uczynienia z naszej ojczyzny Polskiej Republiki Radzieckiej.

5 lipca Polska zwróciła się do aliantów z prośbą o pomoc. Bezskutecznie. Narastały trudności z dotarciem do Polski dostaw francuskiej i amerykańskiej amunicji i broni. Austria, Belgia i Niemcy odmówiły prawa tranzytu towarów przeznaczonych dla naszej ojczyzny. Polskim żołnierzom dotkliwie brakuje umundurowania, bielizny, a zwłaszcza butów.

29 lipca padają kolejno Łomża, Białystok i Bielsk Podlaski. Bolszewicy są pewni, że 15 sierpnia zajmą Warszawę; mają już przygotowane wydrukowane plakaty i chorągwie z nadrukami „Warszawa nasza”. Wszyscy korespondenci zagraniczni, a nawet mieszkańcy byli przekonani, że bolszewicy lada dzień pojawią się w stolicy.

Nawet w sercach oficerów czaiły się wątpliwości, wojska Polskie cofały się w popłochu przez 6 tygodni z rzędu, dowódcy zaś – zdawałoby się – stracili ufność w jakąkolwiek możliwość ratunku.

Upadek Warszawy był faktem nieomal dokonanym. Piłsudski postawił wszystko na jedną kartę i zaplanował operację kontruderzenia znad Wieprza. Warszawy bronić mieli ochotnicy, ponieważ coraz bardziej odczuwało się brak doświadczonych żołnierzy z wojennym stażem. 13 sierpnia bolszewicy zdobywają przyczółek stolicy – Radzymin, odległy o ok. 20 km.

Cała Warszawa modli się od 2 sierpnia nieustannie, dzień i noc do swojej patronki Matki Bożej Łaskawej, która już w 1652 r. uratowała całe miasto od epidemii cholery. A zresztą cała Polska zawierza losy tej wojny Królowej Polski. Tylko cud może przerwać nacierającą nawałę bolszewików, którym już obiecano dwudniową żołdacką swawolę i rabunek w stolicy Polski.

Warszawy mieli bronić poborowi i ochotnicy, z których wielu nie wąchało dotąd prochu i nie brało udziału w żadnej bitwie, a przeciwko sobie mieli doborowych, doświadczonych żołnierzy, wypróbowanych w zwycięskich walkach z „białymi” na Syberii.

I oto dzieje się niemożliwe. W wigilię Wniebowzięcia Św. Marii Matki Bożej, podczas starcia pod Ossowem 79 brygada doświadczonych sołdatów zostaje rozgromiona przez ochotników, gimnazjalistów i studentów. Jak to się stało? Odpowiedzi na to pytanie udzielili bolszewicy zgrupowani w obozach jenieckich. Mówili, że w Ossowie, na tle porannego nieba ujrzeli Postać Bogurodzicy. A na ten widok nie cofali się, nie ustępowali, lecz… z impetem rzucili się do ucieczki!

15 sierpnia jeszcze przed wschodem słońca wydarzyła się kolejna niewytłumaczalna rzecz. Pod Wólką Radzymińską doświadczony dowódca Stefan Pogonowski i jego ludzie wbrew rozkazom podjęli brawurowy atak na wroga wywołując nieopisany popłoch wśród śpiących i niespodziewających się niczego bolszewików. Wywiązała się zaciekła walka, w rezultacie sołdaci nie tyle się wycofali, co uciekli z pola walki! W tym miejscu odwróciła się karta wojny, nastąpił przełom. Od chwili tego natarcia rozpoczęły odwrót trzy zwycięsko i niepowstrzymanie dotąd idące brygady, odwrotem tym stwarzając chaos i zamieszanie.

Co się wydarzyło? Bolszewiccy jeńcy wzięci do niewoli opowiadali, że podczas nocnego ataku Polaków (batalionu porucznika Stefana Pogonowskiego), nagle zjawiła się, unosząc nad ziemią, Matier Bożja! Mówili, że niespodziewanie ujrzeli na ciemnym niebie ogromną kobieca postać, jakby promieniującą światłem, potężną i pełną mocy. Nie był to ani duch, ani zjawa! Bolszewicy wyraźnie widzieli Świętą Postać jako żywą osobę! Wokół Jej głowy jaśniała świetlista aureola, w jednej dłoni coś trzymała, jakby tarczę, od której odbijały się wystrzeliwane przez Rosjan pociski i powracały aby eksplodować na ich własnych pozycjach! Bolszewicy wyraźnie widzieli, jak poły Jej szerokiego granatowego płaszcza unosiły się i falowały na wietrze, zasłaniając łuny widoczne nad Warszawą. Bogurodzica zjawia się na Niebie w otoczeniu zastępów husarii.

Szczegóły ukazania się Najświętszej Dziewicy znamy również z relacji świadków pośrednich – mieszkańców wsi, do których dotarli oszaleli z grozy bolszewicy, szukający gdziekolwiek, jakiegokolwiek schronienia. Uciekinierzy byli w stanie szoku nerwowego! Mieli przerażone, wytrzeszczone oczy, szczękali zębami, zachowywali się bezrozumnie usiłując schować się gdziekolwiek, choćby w psiej budzie! Na klęczkach błagali Polaków o ukrycie, otwarcie przyznając, że ratują się ucieczką przed „CARYCĄ – MATIER BOŻJU”.

Świadectwa zgodne i wiarygodne, bo składane przez bolszewików ideowo nie wierzących w istnienie Boga i Jego Matki, staną się powszechnie znane dzięki lekarzom, sanitariuszom i innym osobom posługujących w obozach jenieckich (w których przebywało 60-66 tys. internowanych bolszewików).

Mimo świadectw setek naocznych świadków, w II Rzeczypospolitej publicznie zatajano „udział” Bogurodzicy w historii Bitwy Warszawskiej, ponieważ władze sanacyjne podjęły konkretne kroki, by nie dopuścić do nagłośnienia i upublicznienia tej sprawy. Samo słowo cud, czy „cud nad Wisłą” było ocenzurowane, skrupulatnie przestrzegano by nie pojawiały się w prasie, ani w książkach dotyczących Bitwy Warszawskiej.

 W sanacyjnej Polsce oficjalnie podawana przyczyna Cudu nad Wisłą, czyli nagłego odwrotu zwycięskiej (do tej pory) Armii Czerwonej spod bram Warszawy, był tylko geniusz Marszałka Piłsudskiego. Bez pomocy sił nadprzyrodzonych. Sam zaś Marszałek w słowach skierowanych do ks. kard. A. Kakowskiego powiedział: „Eminencjo, ja sam nie wiem, jak myśmy te wojne wygrali”. Również Kościół Polski nie nagłośnił tej sprawy i starał się aby jak najmniej o niej mówiono, a najlepiej wcale. I tak jest z małymi wyjątkami do dzisiaj.

Z kolei za rządów ateistycznych w komunistycznej Polsce nie do pomyślenia było nawet wspominanie o prawdziwym scenariuszu wydarzeń. Ukazanie się Matki Bożej widziane i relacjonowane przez naocznych świadków, sowieckich żołnierzy, było przez historyków reżimu zaszufladkowane jako przypadkowa gra świateł na niebie, pobożna maryjna legenda, wymysł grupki pobożnych pań, a najczęściej w oficjalnych przemówieniach komunistycznych władz – pomijane całkowitym milczeniem.

Opracowano na podstawie książki “Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”, oraz książki „Matka Boża Zwycięska” autorów Ewy J.P. Storożyńskiej i Józefa Maria Bartnika SJ

Zwycięstwo w bitwie nie zależy od liczebności wojska; prawdziwą siłą jest ta, która pochodzi z NIEBA” 1Ks. Machabejska 3,19